Zmiany - głową w mur ? - Przyjdzie Pan zobaczy…

Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy wprowadzanie zmian musi przypominać uderzanie głową w mur, czy też walkę z wiatrakami ?

Jestem bezpośrednio po lekturze artykułu z Harvard Business Review (numer Styczeń – Luty 1997) autorstwa Ronalda A. Heifetz i Donalda L. Laurie i okazuje się, iż problem ten jest powszechny i dotyczy praktycznie każdego sektora gospodarki. Jak można przeczytać w artykule:

“Wielu pracowników ma ambiwalentny stosunek do tego wysiłku i do wyrzeczeń, jakich się od nich wymaga. Często oczekują, że wyższa kadra kierownicza zdejmie większość problemów z ich barków.”

Jednak tutaj chciałbym poruszyć typowo polski moim zdaniem stosunek do pracy, który nie dotyczy tylko i wyłącznie kadry kierowniczej, a wręcz jest spotykany na wszystkich szczeblach kariery zawodowej, myślę iż każdy zrozumie co mam namyśli gdy przytoczę pewną sytuację jakiej byłem świadkiem:

Jakiś czas temu u znajomego w biurze była “awaria okien”, a jako że jest zima naturalnym efektem tego był niekoniecznie korzystnych handel wymienny powietrzem z środowiskiem zewnętrznym. Awaria została zgłoszona do zarządcy budynku, niestety bezskutecznie, dopiero podczas mojej wizyty, po ponownym zgłoszeniu problemu pojawił się miły pan w którym pokładano nadzieję rozwiązania problemu. Nasze zdziwienie może chyba najlepiej przedstawić zdaniem, które usłyszeliśmy: “Przyjdzie Pan zobaczy…”. I kolejne oczekiwanie - tym razem na szczęście zakończone rozwiązaniem problemu.

Opis celowo zmodyfikowany
w celu uniknięcia urażenia osób,
których się dotyczył.

Niby, nic strasznego - jednak dobrze obrazuje pewne zaszłości spotykane wciąż m.in.:
• zgłaszanie, ponawianie próśb - oczekiwanie na swojego rodzaju nabranie mocy urzędowej przez zgłoszenie
• całą procedurę oceny zgłoszenia, najpierw majster, później fachowcy i dopiero naprawa
• przekonanie o wyższości i władzy osoby której pomoc jest potrzebna

A to w obecnych czasach jest co najmniej dziwne, że tak prosta sprawa jak dokręcenie śrubek czy uszczelnienie szyby wymaga pełnej procedury trwającej blisko tydzień. Aż strach pomyśleć, ile może trwać tak skomplikowana czynność jak wymiana żarówki (skąd inąd wiem, że klasuje się w ramach tej samej procedury trwającej około tygodnia).

Nie chodzi mi już o sam czas wymagany na wykonanie pracy - ale o stosunek do nie, który niestety w Polsce nie jest na najwyższym poziomie - wciąż aktualne wydaje się powiedzenie: “Czy się stoi, czy się leży …. się należy”. Smutne, ale prawdziwe - podejście takie jest spotykane niemal na każdym kroku - ile jeszcze trzeba będzie czekać, aż ludzie sami zrozumieją, iż podejście takie nie prowadzi do niczego jest jedynie sposobem na wegetację.

Czy tak trudno jest zrozumieć, iż w obecnych czasach, kondycja przedsiębiorstwa przekłada się bezpośrednio na nas samych? Przecież już teraz prowizje od dochodów firmy przeznaczane na premie pracowników nie są rzadkością.
Ale to jeszcze nie wszystko - jak długo jeszcze pracownicy jednej firmy będą zachowywać się jak konkurenci, a nie gracze jednej drużyny?

Co ciekawe, ostatnimi czasy na polskim rynku można zaobserwować umacniające się przekonanie, iż to firma jest dla pracownika, a nie odwrotnie – niebyło by to nic złego, a nawet przejawem zmian poglądowych idących w dobrym kierunku, gdyby nie to, iż pogląd ten jest wypaczany i dostosowywany do własnych potrzeb i korzyści w efekcie czego stosunek pracodawca - pracownik sprowadza się do sytuacji, w której pracownik oczekuje wszystkiego jako jego prawa, a pracodawcy ? - co łaska. Sytuacja ta umacnia się na polskim rynku pracy wraz ze wzrostem emigracji, i kurczeniem się zasobów potencjalnych pracowników.

Podsumowując - jak długo przyjdzie nam czekać na zmianę mentalności ludzkiej, kiedy standardem stanie sie dostawanie tego o co się prosi, bez ponawiania swoich próśb w nieskończoność i zbędnej biurokracji. Kiedy zaczniemy wymagać czegoś od siebie samych, a nie tylko od ludzi otaczających nas?